ROZDZIAŁ XII
Zostały dwa dni do wylotu. Pracowałam nad osobowościami siatkarzy, zaczęłam przeglądać sposoby motywacyjne itd. itd. Mijały godziny. Siedziałam nad moimi notatkami ze zgrupowania.
- Łukasz Kadziewicz... no pięknie! - wydarłam się i chwyciłam za telefon.
- Miałeś mi przesłać informacje dotyczące nowego środkowego! - krzyknęłam do słuchawki
- O, Iwona! - rozpoczął miłym głosem Stelmach - za dwa dni go poznasz, chyba to żaden problem? - spytał
- Oczywiście żaden. Tylko jak do cholery mam przygotować drużynę pod niego? - byłam coraz to bardziej zdenerwowana
- Będzie dobrze, pomoże Ci kapitan no i drugi psycholog, dacie radę. To na razie! - rzucił i się rozłączył
- Jak Boga kocham zajebie go! - krzyknęłam. Rozległo się pukanie do drzwi. - Kogo tam niesie? - powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Zobaczyłam wchodzącego Patryka.
- Stało się coś? - spytał z troską w głosie
- Takie tam... problemy w pracy. Wejdź dalej - zaproponowałam.
- Jeśli przeszkadzam... - przerwałam mu
- No coś Ty! - uśmiechnęłam się zachęcająco - dobrze, że przyszedłeś, muszę zrobić sobie małą przerwę w pracy. Kawa?
- Krzyknęłaś tak, że było słychać na górę! - wskazał palcem na sufit
- Wybacz, ale tak jak już mówiłam... problemy w pracy - powiedzieliśmy jednocześnie po czym zaczęliśmy się śmiać. Zadzwonił telefon Patryka.
- Przepraszam, to z pracy. - powiedział a ja ruchem głowy dałam mu znać, że to żaden problem.
- Tak? No pewnie, że rozumiem.
...
- Pani psycholog? - uśmiechnął się - a ładna?
...
-No tak, kapitan w końcu. Ok, to do zobaczenia za dwa dni.
Zakończył rozmowę. Podałam kawę. Usiedliśmy i gawędziliśmy ponad dwie godziny. Czas płynął bardzo szybko. Czułam się świetnie w jego towarzystwie. Odprowadzając go do drzwi zauważyłam wpadającą jak po ogień... Justynę!
- Cześć! - rzuciła - musimy pogadać!
- Ok. - spojrzałam w stronę Patryka, który się tylko uśmiechnął i pomachał na pożegnanie.
* * *
Usiadłyśmy na parapecie, tak, jak to my lubiłyśmy najbardziej. W ręku trzymałyśmy kubki z gorącą herbatą. Milczałyśmy. Rozdzwonił się mój telefon.... to Michał.
- Nie odbierzesz? - zapytała Justyna
- Nie. - wyłączyłam aparat i schowałam do kieszeni - Co jest? - dokończyłam.
- Dostałam propozycję pracy w Dynamie Moskwa. - zaczęła. Mało brakowało a zachłysnęłabym się herbatą.
- Tylko mi nie mów, że... - przerwała mi.
- Tak, wyjeżdżam... - przytuliłam ją. - to moja szansa, Jacka również... - urwała
- Jak to Jacka? - zdenerwowałam się
- On będzie tam trenerem - zaczęła - uprzedzę Twoje pytanie, ja chcę z nim pojechać. Wiem, że studia, że rodzina... ale trzy lata to zdecydowanie zbyt długa rozłąka, nasz związek mógłby się rozsypać.
- Trzy lata??!! A co na to Michał?! - milczała - tylko mi nie mów... że on nic o tym nie wie! - kiwnęła głową- odbiło Ci?! On się tak o Ciebie martwi! Nie rób mu tego... - powiedziałam spokojniej
- Wiem o tym. - ciężko westchnęła - ale jeszcze nie teraz, powiem mu po mistrzostwach
- Może być za późno. - oznajmiłam
- Za późno na co?! By mnie odwieść od tego pomysłu? - wstała, podeszła do wieszaka i zabrała torebkę - myślałam, że jesteś ze mną - odwróciła głowę w moją stronę.
- Hej Skarbie, jestem! - podbiegłam do niej i przytuliłam - 3 lata to 1095 dni, 26280 godzin... - uśmiechnęłam się - co ja bez Ciebie zrobię? - posmutniałyśmy - pomyśl też o Miśku, Twojej jedynej rodzinie...
- Tak, wiem. Ale chce zrobić coś dla siebie, dla mojej miłości. Na prawdę kocham Jacka i... - przerwałam jej
- I chcesz z nim spędzić resztę życia. - uśmiechnęłam się - bądź szczęśliwa!
- Uwierz mi, że będę! - przytuliła mnie - tylko proszę, nie mów nic Michałowi
- Obiecuję. Leć już do tego swojego! - zaczęłyśmy się śmiać - jutro widzimy się na lotnisku - dodałam.
- No ba! - uśmiech już nie schodził z jej ust. - a znasz tego nowego środkowego? - zapytała z cwaniackim uśmiechem.
- Nie, i to mnie najbardziej wkurza, wszystko na ostatnią chwilę!
- No ja też nie... ale nie martw się, poradzimy sobie! - uściskała mnie i wyszła.
* * *
Usiadłam na łóżku. Zaczęłam sprawdzać torbę, czy aby wszystko spakowałam. Nie dawała mi spokoju sprawa z nowym środkowym. Zdecydowałam, że zadzwonię do Kadzia. Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć. Chwyciłam za komórkę i w mgnieniu oka przypomniałam sobie, że dzwonił do mnie Michał. No ale cóż, musi poczekać. Wybrałam numer Łukasza i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Cześć Łukasz! Co słychać? - wesołym tonem spytałam
- Aaa, pani psycholog! A wszystko ok, poza tą
nieszczęsną ręką! - odparł grzecznie
- Słuchaj Kadziu, nie wiesz kto jedzie na Twoje miejsce?
- Jak to? Nie powiedzieli Ci? - był zaskoczony
- No tak jakby nie..
- Żartujesz! - zaczął się śmiać
- No mi nie za bardzo jest do śmiechu! - zaczęłam się
denerwować - to powiesz mi czy nie?
- Nie... bo nie wiem - rzucił rozbawiony
- Ta jasne. To ugryź się w dupę!
Rzuciłam telefonem o ścianę roztrzaskując go w drobny mak.
- KURWA MAĆ!! - wrzasnęłam - oszaleję z nimi! Po co ja się na to zgodziłam? No po co?! - pytałam sama siebie. Byłam bardzo zdenerwowana. Rzucałam wszystko na ziemię, począwszy na książkach, skończywszy na... dzbankach! Jeden - trzask!! Drugi - trzask!!
- Zwariowałaś?! - Michał wyrwał mi szklaną nagrodę MVP Sylwii. W sumie, to co ona robiła w moim pokoju?! - Sylwia by Ci tego nie darowała? Co się stało?!
- Nic. -odparłam i opadłam na łóżko łapiąc iPoda. Wyrwał mi słuchawki z uszu. - Niezłe tornado...
- Tak, i to tornado nazywa się Iwona. - nie dawał za wygraną. Złapał mnie za rękę i ciągnął w kierunku kuchni. - Jesteś nienormalna? Z kim ja się chce ożenić?! - zadał sam sobie pytanie Michał
- Bez łaski! - wyrwałam się z jego uścisku, wyprzedziłam go. Rzuciłam się w kierunku lodówki, wyciągnęłam 0,7l Finlandii, kieliszek, po czym sobie polałam.
Jeden... drugi... trzeci...
- Ej, kurwa! Moje to! - wyprowadził mnie z równowagi próbując odebrać mi flaszkę
- Co z Tobą, co?! - przejął się - Jutro lecimy do Turcji, a Ty co? Robisz z siebie alkoholika?
- Moje życie, moja sprawa! - rzuciłam po czym zabrałam od niego flaszkę wódki
- W porządku, Twoje życie. Jutro o 6 rano masz być na lotnisku, przyszedłem Ci to powiedzieć.
- Tak jakbym nie wiedziała...
- Ok, w porządku. -podniósł ręce w geście obronnym i nieźle wkurzony wyszedł trzaskając drzwiami
- No i poszedł. - powiedziałam do siebie, przychyliłam butelkę i zaczęłam pić.
* * *
Ukochana muzyka o 4.30 rano? Oczywiście dzwonek budzika! Dla kogoś, kto spał 3 godziny, nie jest to powód do radości. Głowa nawalała, do tego jeszcze ten kac... trzeba wziąć się za siebie. Najpierw zimny prysznic, obowiązkowo kawa i proszki na ból głowy. Umyłam zęby... i chciałam ruszyć w stronę lotniska.
- Szlag! - krzyknęłam - Bartek, Sylwia! Pobudka! Turcja czeka!
W mgnieniu oka wyskoczyli z łóżka, ubrali się, umyli, zabrali torby i walizki. Po 20 minutach byliśmy już na lotnisku. Brakowało tylko nas. Podbiegłam do Michała, obdarowałam go ciepłym uśmiechem a on... odwrócił się i poszedł.
- Co jest?! - krzyknęłam za nim, ale nie był mną zainteresowany, zaczął rozprawiać coś z Plińskim.
- Narozrabiałaś wczoraj. - podszedł do mnie Bartek i objął ramieniem. - sama wypiłaś 0,7 i jeszcze dwa piwa. Zaniosłem Cię do łóżka o 2 w nocy bo nie dałaś rady sama. Mówiłaś coś, że Michał nie nadaje się na męża- złapałam się za głowę - no i jeszcze...
- Nie chcę tego słuchać! - rzuciłam i usiadłam.
Mój wzrok przykuł wysoki mężczyzna o znajomej twarzy... szedł w moim kierunku razem z Sylwią i Stelmachem.
- Coś tu śmierdzi. - powiedziałam do Bartka opierając głowę na jego ramieniu - Patryk?! - myślałam, że mój wzrok szwankuje.
- Cześć! - uśmiechnął się.
- To jest właśnie nasz nowy środkowy. - oznajmił Stelmach
- CO?! - tego było za wiele! Wstałam, wbiłam swój palec wskazujący w jego klatkę - nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć?! - zwróciłam mój gniewny wzrok w kierunku Krzyśka Stelmacha. - Facet mieszka piętro wyżej ode mnie, nie trzeba było mnie poinformować?!
- To miała być niespodzianka - roześmiała się Sylwia
- Banda idiotów!!! - rzuciłam na koniec i ruszyłam na odprawę.
Bardzo fajny blog. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały. Pozrdrawiam An:)**
OdpowiedzUsuńPS: zapraszam na mojego bloga i zostawienie tam jakiejs notki :P
http://anka1234567.blog.onet.pl/