ROZDZIAŁ XI
Wróciłam do domu, do swojego i Sylwii domu. Szukałam kluczy. Byłam pewna, że tak jak zawsze mam je w torebce. Nie ma ich. Zaczęłam dzwonić do drzwi. Szlag, nie ma jej w domu! No super! Nie dostanę się tam!
- Przepraszam. - usłyszałam głos zza moich pleców.. Odwróciłam się momentalnie i przed moimi oczami ukazał się wysoki blondyn z niebieskimi oczami. Zamarłam. - wszystko w porządku? - uśmiechnął się.
- Ta... tak. - wyrwał mnie z zamyślenia - nie wie Pan, gdzie jest moja siostra?
- Taka wysoka blondynka? - kiwnęłam głową - wyszła z jakimś mężczyzną z jakieś 15 minut temu - odpowiedział.
- Pewnie z Bartkiem - powiedziałam do siebie - dziękuję Panu.
- Patryk jestem. - podał ręke
- Miło mi. Iwona. - odwzajemniłam uścisk. - wprowadziłeś się tutaj? Nigdy wcześniej Cię nie widziałam...
- Tak, mieszkam piętro wyżej. Wprowadziłem się tutaj 3 dni temu. Powiedzmy, że to było spowodowane zmianą pracy. - uśmiechnął się
- Ach tak - zrobiłam to samo -ja też tutaj mieszkam, albo mieszkałam, bo zdaje się, że gdzieś posiałam klucze.
- W takim razie zapraszam sąsiadkę na kawę. Zanim nie wróci siostra z kluczami.
- A wiesz co? Z miłą chęcią! - chwyciłam podaną przez niego rękę
***
- Więc mówisz, że go kochasz? - mówił pomału Winiarski niedowierzając samemu sobie, że odważył się jeszcze raz porozmawiać z siostrą.
- Tak, Michał ja wiem jak to wygląda, ale to miłość od pierwszego wrażenia, ja wcale tego nie chciałam, ale nie panuję nad swoimi uczuciami, to jest ode mnie silniejsze! - mówiła jak w transie Justyna
- Wiem, że to jest poważna decyzja - kontynuował Michał - ale masz 20 lat, całe życie przed Tobą!
- Wiem, wiem! Ale ja do cholery jestem dorosła! Wiem co robię! - przytuliła się do brata czym zażegnała spór.
***
- Kawa pyszna, ale ja już uciekam. Zasiedziałam się. - mówiłam wstając od stolika
- Ma się te kulinarne zdolności - podniósł głowę w geście triumfu
- O i jaki skromny! - zaśmiałam się - ale dzięki, wpadnij kiedyś do mnie
- No kiedyś wpadnę, ale powiem Ci szczerze, że umiem się zabezpieczyć - zaśmialiśmy się
- Głodnemu chleb na myśli! - powiedziałam otwierając drzwi
- Głodny głodnemu wypomni! - krzyknął gdy ja stałam na klatce schodowej
W tym samym czasie zauważyłam wchodzących do mieszkania Sylwię i Bartka. Podbiegłam do nich. Pogadaliśmy sobie. Dopiero teraz zauważyłam dwie walizki stojące obok Bartka.
- A Ty dokąd sie wybierasz? - rzuciłam w jego stronę.
- Wprowadza się do nas - uśmiechnęła się niepewnie Sylwia
- To super.. - udałam zadowoloną chociaż miałam zupełnie inne odczucia - a co z Mistrzostwami Europy? - zapytałam
- No lecę z wami! - rzuciła mi się na szyję
Weszłam do swojego pokoju. Zaczęłam się pakować na wyjazd do Turcji. Niby zostały trzy dni do wyjazdu, ale ja nie lubię odkładać ważnych spraw na ostatnią chwilę. Nagle dzwoniący telefon przerwał mi pakowanie.
- Tak, słucham? - powiedziałam do aparatu
- Cześć Iwona. Tu Krzysiek Stelmach. Mamy problem!
- Jaki problem? Co jest? - rzuciłam bluzę i usiadłam na łóżku
- Łukasz Kadziewicz miał wypadek... niby wszystko jest ok poza tą złamaną ręką - westchnął
- To dobrze - ulżyło mi - to znaczy dobrze, że to tylko złamana ręka - dodałam.
- Teraz mamy mały problem, mamy nowego środkowego ale to troszkę zdezorganizuje wam pracę - ciągnął
- No nie troszkę a bardzo, ale oczywiście damy radę - odparłam
- To widzimy się za trzy dni. - odpowiedział i się rozłączył
-SZLAG!! - wrzasnęłam tak głośno, że przerażeni Bartek i Sylwia wparowali do pokoju - wszystko w porządku! - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. - no mówię przecież, że wszystko gra. - Sylwia wyszła a Bartkowi to nie dało spokoju
- Co jest? - spytał po chwili
- Sztab reprezentacji uprzykrza mi życie - warknęłam na niego - Kadziu złamał sobie rękę i na jego miejsce przychodzi jakiś inny środkowy i cała praca poszła na marne
- Będzie dobrze - uśmiechnął się - wyprowadzasz się do Michała? - spytał
- Michał... chciałam go przeprosić - powiedziałam po czym złapałam torebkę i wybiegłam z mieszkania.
***
Ja to zawsze mam "szczęście". Zwiał mi autobus. Zaczęło padać a do mieszkania Michała został mi ładny kawał drogi. Ani parasola ani kaptura. "Czemu mnie to spotyka?" - pomyślałam. Po 20 minutach, mokra od deszczu, dotarłam pod mieszkanie numer 9. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Michał.
- Przepraszam.... apsik!! - powiedziałam po czym kichnęłam
- Nie nauczyli Cię, że po deszczu chodzi się pod parasolem? - powiedział nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Bardzo śmieszne... - zaczęłam się rozbierać z mokrych ciuchów - podobno po deszczu się rośnie, chciałam Ci dorównać wzrostem... apsik!!
- Oj, bo się przeziębisz - nadal się śmiał
- A zejdź ze mnie gościu - w samej bieliźnie weszłam do łazienki i zaczęłam się wycierać. Rozległo się pukanie do drzwi łazienki. - Czego?
- Przyniosłem Ci gorącą herbatę z miodem - uśmiechnął się szeroko. - Napij się! A przeprosiny przyjęte!
- Na prawdę?! - rozradowana wyskoczyłam z łazienki i pociągnęłam Michała ze sobą do sypialni, po drodze rozbijając kubek z herbatą
***
- Jesteś boska!! - z bananem na twarzy mówił Michał
- Wieeeem - przytaknęłam z wielką skromnością - Michaś, muszę już wracać do domu... apsik!!
- Raczej do lekarza - przejął się Michał
- Daj spokój, to tylko katar. - rzuciłam zakładając spodnie - a tak w ogóle to mam problem, wielki proble - dodałam.
- Co jest? - zaniepokoił się
- Kadziu złamał rękę no i teraz jest na jego miejsce jakiś inny środkowy, będzie psuł mi pracę... - puściłam mu całusa i wyszłam z mieszkania
Szłam szybkim krokiem z obawy przed ponownymi opadami. Na moje szczęście dotarłam do domu przed samą burzą. Wpadłam do mieszkania a tam...
- Siostra! - krzyknęła Sylwia i mnie uściskała
- Wszystko ok?
- Tak, tak! Rozbierz się, mamy gościa. - z wielkim entuzjazmem wypowiadała każde słowo. Weszłam do kuchni, ujrzałam roześmianą twarz Patryka i mniej zadowoloną Bartka. - to jest nasz sąsiad... - przerwałam jej.
- Tak, wiem. Patryk. Poznaliśmy się już. - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - wybaczcie, muszę się spakować i zastanowić się nad reorganizacją mojej pracy, bo pewien szanowny pan złamał sobie rękę -machnęłam dłońmi i ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Zatrzymałam się na chwilkę i popatrzyłam w kierunku siedzących gości - Bartek możemy chwilkę... - przerwał mi.
- Tak, musimy coś omówić - odstawiając kubek ruszył za mną
Nie był sobą, był bardzo zdenerwowany. Domyślałam się, o co może chodzić...
* u Justyny *
Kończyła pakować najpotrzebniejsze rzeczy na wyjazd. Uśmiechała się, chociaż od pewnego czasu przychodziło jej to z wielką trudnością. Nie dopuszczała myśli, że jej brat to skończony idiota, że zdradził swoją żonę a później po tym wszystkim wchodzi z butami w jej życie! Kochała go bardzo, był od niej starszy o 8 lat ale rozumieli się bez słów. Byli do siebie podobni... te same oczy, sposób mówienia, poczucie humoru. Jednak charakter mieli zupełnie inny. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Przez wizjer ujrzała... ogromy bukiet kwiatów! Uśmiechnęła się.
- Jacek!- krzyknęła
- Skąd wiedziałaś, że to ja? - zezłościł się trochę
- Bo chyba jako jedyny nie wiesz, że mam alergię na kwiaty - zaczęła się śmiać
- Przepraszam... - ostudziła jego zapały -musimy poważnie porozmawiać
- Co się stało? - przeraziła się Justyna
- Dostałem propozycję pracy w Rosji... - zaczął
- Gdzie?! Jak to w Rosji...? - usiadła na krzesło i zamilknęła. Płakała. W jednej sekundzie runął jej świat.
- Kochanie, nie płacz. - próbował ją pocieszyć
- Zostaw mnie! - krzyknęła
- Daj mi dokończyć! Miałbym pracować jako trener w Dynamie Moskwa, gdzie potrzebują psychologa...
- Ale ja mam 20 lat! Jestem na drugim roku!
- To nie jest ważne! Kocham Cię i nie chcę byśmy musieli się rozstać na tak długi okres czasu! - zakończył swój wywód
- Ile miałby trwać Twój kontrakt? -zapytała
- 3 lata...- odpowiedział i spuścił głowę
- Czyli nie ma innej rady... - powrócił jej piękny uśmiech
- Czyli zgadzasz się? - rozradował się Jacek
- Tak, zgadzam się. Tylko zabierz te badyle - rzuciła mu się na szyję, po czym namiętnie się pocałowali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz