ROZDZIAŁ X
Wszedł. Ujrzał dziewczynę, która leżała z podkulonymi nogami. Oczy miała spuchnięte i czerwone od płaczu. Gdy zobaczyła wchodzącego chłopaka, łzy mimowolnie wypływały z jej oczu. Usiadł na łóżku, ale nie odezwał się ani słowem. Milczał. Rozmowę postanowiła zacząć Sylwia
- Przepraszam... - dalej zapanowała cisza, tym razem o wiele krótsza - teraz nie ma sensu by tłumaczyć się ze swoich błędów. Wiedziałam.. - przerwał jej
- To moja wina! - rozpoczął monolog. - ja Cię Kocham! Sylwia, na prawdę Cie kocham! Tylko nie potrafię Ci tego wybaczyć. Ta głęboka rana na moim sercu... ja nie wiem, czy ona się zagoi. Teraz, kiedy to wszystko się stało... gdybym nie przyszedł do Ciebie, gdybym się nie dowiedział... wszystko byłoby inaczej. Może i lepiej. - zamilkł. Sylwia miała ochotę wziąć jego dłoń w swoją. Zawahała się. Odczytał jej zamiary. Przejął inicjatywę i sam wziął jej dłoń w swoją. - wiem, że teraz już nie odwrócimy tego co się stało,ale przecież się kochamy...
- Nie chcę, byś był ze mną z litości - odezwała się Sylwia - ja Cie zdradziłam mimo, że wiedziałam jakie mogą być tego konsekwencje i mimo tego, że tak bardzo Cię Kocham! Chciałam, byś pokochał to dziecko, choć nie było Twoje... - dokończyła ze łzami w oczach.
- Ale to już teraz jest nie ważne, możemy być nadal razem... - ciągnął Bartek
- Kochałam to dziecko, a teraz jest Ci to na rękę, że jego już nie ma! - zezłościła się
- Ale co Ty mówisz? - zdziwił się Bartek
- Wiesz co, nie chce z Tobą rozmawiać. Daj mi czas... - Bartek przytaknął jej i wyszedł z sali.
- Kocham Cie! - krzyknęła Sylwia, gdy Bartek był już w drzwiach. Odwrócił się, uśmiechnął się do niej.
***
- I co?? - podbiegłam do Bartka
- Musimy dać sobie trochę czasu. - oznajmił.
Coś we mnie zamarło. Czułam się niepewnie. Jak miałam powiedzieć Sylwii, że od października będę mieszkać w Rzeszowie? Że zostawię ją samą? Przede mną jeszcze Mistrzostwa Europy. Chciałam pomóc chłopakom. Wiedziałam, że mnie potrzebują.
W kieszeni miałam kopertę z nazwiskami powołanych siatkarzy. Pora by ją otworzyć. Michał nie mówił nic. Wiedział, że musiałam teraz spojrzeć na sprawę Sylwii i siatkarzy z innej perspektywy. A więc zamaszystym ruchem otworzyłam kopertę, wyciągnęłam białą kartkę i zaczęłam czytać:
"Rozegranie: P. Zagumny, G. Łomacz
Środkowi: D. Pliński, M. Możdżonek, Ł. Kadziewicz
Libero: K. Ignaczak, P. Gacek
Atakujący: M. Wlazły, P. Gruszka, K. Jarosz
Przyjęcie: M.Bąkiewicz (kapitan), B. Kurek, M. Winiarki, M. Ruciak"
uśmiechnęłam się chytrze do Michała.
- Czemu mi nie powiedziałeś, że jesteś kapitanem? - wykrzyczałam mu wychodząc ze szpitala
- Ja tego nie chciałem. Nie chciałem też, byś uciekła, bo z kapitanem ma się najwięcej pracy - uśmiechnął się cwaniacko i podniósł brew.
- Tak? - zatrzymaliśmy się, objęłam go i namiętnie pocałowałam
W uścisku poszliśmy w kierunku samochodu. Mój humor uległ zmianie, na lepsze :)
***
Zaczął padać deszcz. Poruszaliśmy się wolno. Wszystko przez te przeklęte korki na drodze. Przejeżdżając przez pewną ulicę zobaczyliśmy dwie, skądś znam znajome postacie. Kłócili się. Ona wymachiwała rękoma, a on próbował ją uspokoić.
- Iwona? - zaczął Michał
- Tak - uśmiechnęłam się zachęcająco
- Ja wiem, że jest dość późno, że mój wzrok może szwankować ale czy tam obok fontanny nie stoi Jacek?
- Jaki Jacek? - zdziwiłam się
- Nawrocki z... Justyną? - nie do końca był pewny czy to oni
- No tak, to oni! Ale co oni tutaj do cholery razem robią? - zastanawiałam się.
- Raczej o co się kłócą. - dodał Michał
Ruszyliśmy dalej. Ruch na drodze się przerzedzał więc nabieraliśmy coraz to większej prędkości. Miałam cały czas przed oczami tą sytuację z Justyną i trenerem Skry. Ostatnimi czasy rzadko ze sobą rozmawiałyśmy. Nie miałam dla niej czasu. Większość wolnego czasu spędzałam z Michałem a po sytuacji z Bartmanem wolałam być sama. Oddalaliśmy się. W jednej chwili stwierdziłam, że to moja wina. Justyna nie chciała się narzucać a ja poniekąd ją odrzuciłam na plan dalszy. "Niech ten dzień już się skończy!" - pomyślałam wysiadając z samochodu. Ruszyłam w stronę mieszkania Michała.
* w tym samym czasie u Justyny i Jacka *
- Mógłbym być Twoim ojcem! - krzyknął
- No i co z tego?!- odkrzyknęła - ja Cię Kocham!!
- Ja też i co z tego? - mówił spokojniej
- I co z tego? I co z tego? Jacek nie rozumiesz, że mi na Tobie zależy?
- Mi na Tobie też! Zakochałem się w Tobie do granic szaleństwa ale co na to Twoja rodzina, moja rodzina... nasi przyjaciele, znajomi?? - zadawał wiele pytań, na które nie było jednoznacznej odpowiedzi
- Jesteś po rozwodzie już 3 lata, Twoje dzieci są już dorosłe, nie powinny się wtrącać w życie swojego ojca. Masz prawo być szczęśliwy! - tłumaczyła Justyna
- Justyna, masz 20 lat, jestem dwa razy starszy od Ciebie. To nie może się udać. - przekonywał
- Uda się, jeżeli tylko mnie kochasz... - popatrzyła mu głęboko w oczy.
- Kocham... - przyciągnął ją do siebie i pocałował
***
Z Michałem wchodziliśmy do mieszkania namiętnie się całując. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi. Delikatnie muśnięcia ust pieściły moje ciało. Zaczęliśmy zrzucać z siebie ubranie. Do sypialni doszliśmy zupełnie nadzy. Położył mnie na łóżku. Pieszczotom nie było końca. Po chwili wbił się we mnie i poruszał w rytm naszych serc. Czułam się jak w niebie. Czułam się kochana, szczęśliwa... to był nasz pierwszy raz! Mimo, że znaliśmy się dość długo, wystarczająco długo by móc uprawiać ze sobą seks! Przecież byliśmy zaręczeni!
- O czym myślisz? - zapytał bawiąc się moimi ciemnymi pasmami włosów
- O Sylwii, martwię się o nią, jak sobie teraz sama poradzi. Nie wiem co z Bartkiem. Cierpi, widziałam to w jego oczach. Zastanawiam się też co z Justyną. Nie rozmawiałyśmy ze sobą bardzo długo. Nie wiem co u niej, mam wyrzuty sumienia. - mówiłam uciekając wzrokiem
- Nie możesz angażować się w problemy wszystkich bliskich osób bo nie masz na tyle czasu i byś po prostu zwariowała.
- Ale... - przerwał mi
- Poczekaj, wiem jak dla Ciebie ważna jest przyjaźń ale nie rozwiązuj za nich problemów! Sami to muszą zrobić i się z tym uporać! Jesteś wspaniałym psychologiem ale zatroszcz się też o siebie! - kończąc pocałował mnie w czoło.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się - ale Sylwia jest mi bardzo bliska. Prócz niej nie mam żadnej rodziny. No oprócz brata, który nie wiem gdzie jest i co robi.
- Ja to wszystko doskonale rozumiem - przekręcił się na bok podtrzymując głowę na dłoni - na 4 dni wylatujemy do Turcji. Cieszę się, że lecisz razem z nami! - uśmiechnął się.
- Tak ale... co z Sylwią? - zapytałam wpatrując się w jego brązowe oczy.
- Ona leci z nami!
Usłyszeliśmy głos zza drzwi i zobaczyliśmy... Bartka!
- Nie pozwolę nam zniszczyć, to co tak długo budowaliśmy! Na pewno sama tutaj nie zostanie. Musicie mi pomóc. - powiedział Bartek.
- Jasne! Masz to jak w banku! - powiedział Miki, ja jedynie uśmiechnęłam się i zawstydzona schowałam pod kołdrę.
***
- A Ty dokąd? - zerwał się z łóżka Michał.
- Do Justyny. Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić.
- Ach tak, idziesz ratować świat! - zezłościł się, wstał, minął mnie jak powietrze i ruszył w stronę łazienki. - rozmawialiśmy na ten temat wczoraj! Nie wtrącaj się!- zaczął krzyczeć.
- Chcę z nią tylko pogadać!
- Chcesz ją raczej wypytać o co chodzi z Jackiem - nie ustępował - nie zbawiaj na siłę świata, może ona nie chce Twoich porad?
- Co Cię z rana ugryzło? - zaczynałam się denerować
- Mnie? Nic. - wzruszył ramionami.
- Przecież widzę. - powiedziałam już spokojniej przyglądając się myjącemu zęby Michałowi
- Mamy swoje problemy - zaczął - obiecałaś, że pomożemy Bartkowi nakłonić Sylwię do wyjazdu na Mistrzostwa Europy. Musisz się zająć swoją rodziną, nie Justyną!
- A o to Ci chodzi! - zdenerwowałam się - tak, Sylwia jest moją siostrą a Bartek Twoim kumplem i wychodzi na to, że to Ty chcesz zbawiać świat, robić coś na siłę, mimo tego, że może to się komuś nie spodobać.Sam się wtrącasz w życie i sprawy innych. Co Ci do tego? - pokręciłam głową i wyszłam trzaskając drzwiami.
- Słyszałeś? - zwrócił się do Bartka wchodzącego do kuchni podającemu kubek gorącej kawy - przepraszam Cię za Iwonę, przegięła.
- No trochę...
***
Szłam zdenerwowana. Michał wystarczająco wyprowadził mnie z równowagi. Miałam wszystkiego dosyć!
Justyna otwierająca mi drzwi była zaskoczona, ale się przyjaźnie uściskała.
- Kto przyszedł Ska... - z sypialni wyłonił się J.... Jacek... Jacek Nawrocki!!
Zamurowało mnie. Stanęłam jak wryta spoglądając raz na Justynę raz na Jacka.
- CO TY DO CHOLERY WYPRAWIASZ??!!! - warknęłam na nią wchodząc do kuchni - co WY wyprawiacie?!
No i tak rozpoczął się monolog najpierw wygłaszany przez Justynę, później przez Jacka a za chwilę mówili jednocześnie. Minęła dobra godzina, zanim zrozumiałam o co im chodzi.
- Jesteście razem? - zapytałam niepewnie
- Tak. Ja wiem, jak się to może wydawać... - zaczął Jacek, przerwałam mu.
- Pan niech lepiej nic nie mówi! - zwróciłam się do niego wymachując rękoma.
- Iwona... czy Ty i Michał... zaręczyliście się?! - zapytała patrząc na mój pierścionek
- Tak, ale to teraz jest mniej istotne. Teraz jest ważne, co Ty do cholery chcesz zrobić!
Mój monolog przerwał dzwonek do drzwi.
- Ok, ja pójdę. - wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Przez wizjer zobaczyłam uśmiechniętego Michała Winiarskiego. "Jeszcze jego tu brakowało" - pomyślałam
- To Winiar! - krzyknęłam w stronę kuchni.
- Iwa zrób coś, on nie może się teraz dowiedzieć o mnie i Jacku!
- Kochana, trzeba było wcześniej o tym pomyśleć - uśmiechnęłam się w ich stronę - cześć Misiek! Proszę, wejdź! - uśmiechnęłam się szeroko.
***
Po chwili wszystko było jasne. Jacek ulotnił się dosyć szybko. Atmosfera nie była najlepsza. Justyna siedziała w kuchni, nie miała siły nawet płakać. Winiarski był wkurwiony. Jego oczy wyrażały więcej, niż mówiły usta.
- Czy Ty wiesz co robisz??!! - krzyknął na nią - on jest 30 lat od Ciebie starszy!!
- Ale on mnie kocha, ja jego też! - broniła się Justyna
-Mógłby być Twoim ojcem - ciągnął - spałaś z nim?? - cisza - SPAŁAŚ???? - mówił coraz głośniej... - wiesz co siostra? Poleciałaś na kasę, jak zwykła dziwka! - ton jego głosu sprawiał jej ból, mnie również. Uderzyła go w twarz.
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie zdradziłam żony! - Winiarski jak poparzony wybiegł z mieszkania.
- I co teraz będzie? - spojrzała na mnie zrozpaczona Justyna
- Kochana, nawarzyłaś piwa, teraz musisz je wypić - odpowiedziałam - nie odpowiedziałaś na Miśka pytanie...
- Tak, spałam z Jackiem! Zadowolona?
- Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?? Ile to trwa? - zadawałam pytania z wielkimi wyrzutami
- Dwa miesiące... przez te ostatnie tygodnie nie było u Ciebie najlepiej, dopuszczałaś do siebie jedynie Bąkiewicza. Martwiłam się o Ciebie, ale wiedziałam, że coś między nami się spieprzyło. Ale chyba jeszcze możemy to naprawić... chyba.
- Przepraszam Cię. - podeszłam do niej i przytuliłam ją. Po moim policzku popłynęły łzy.
- Ej głuptasie! - wytarła ręką moją łzę - tylko teraz mi tu nie płacz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz