niedziela, 8 maja 2011

Rozdział IX

ROZDZIAŁ   IX

Mariusz zdjął bluzę reprezentacyjną i mnie okrył. Dygotałam z zimna. Oczy miałam spuchnięte z płaczu, nos obolały i zakrwawiony. Moja ręka tak strasznie mnie bolała, że nie mogłam się na niej wesprzeć, by pomóc Mariuszowi mnie ubrać. 
- Kto Ci mógł coś takiego zrobić? - zapytał Mariusz ostrożnie dobierając słowa. Milczałam. - nie bój się, wezmę Cie na ręce i zaniosę do pokoju. - przytaknęłam głową.- Daniel dzwoń na pogotowie a Justyna do Michała.
Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Mariusz przyniósł mnie do pokoju i okrył kocem. Nic nie mówił. Nie wierzył w to, co się stało. Justyna z Danielem wyszła na korytarz i podpierała ścianę. W ręce trzymała stos chusteczek. Kuba z Bartkiem chodzili wkoło po korytarzu, zamyśleni potykali się o własne nogi. W pokoju zostali Mariusz i dwa Michały. 
- Czy ktoś z panów jest jakąś rodziną dla tej pani? - spytał sanitariusz
- Ja. - powiedział Bąku - jestem przyszłym mężem tej pani.
- Dobrze, w takim razie proszę resztę o opuszczenie tego pokoju - dokończył lekarz.
Michał usiadł na łóżku. Widziałam, jak płakał, ukradkiem wycierał łzy. Złapałam go za rękę, próbowałam się uśmiechnąć, by dać mu znak, że wszystko będzie dobrze. 
- Kochanie, tak bardzo Cię przepraszam! Czemu ja Cie nie pilnowałem? Przecież obiecałem Ci to... zobaczysz, już nie spuszczę Cię z oka! - uśmiechnął się delikatnie - I jak panie doktorze? - z troską zwrócił się w stronę lekarza
- Widzi pan, ma rozległe obrażenia zewnętrzne, złamaną rękę i nos no i została zgwałcona. Dobrze, że zadzwoniliście na pogotowie. Zgromadzony materiał genetyczny pozwoli nam na złapanie sprawcy.
- Widzi pan - zaczął Michał, spojrzał na mnie a ja już wiedziałam o co chodzi, kiwnęłam głową - my wiemy kto jej to zrobił. 
- Słucham. - zaciekawił się doktor.
- Zbi... Zbigniew Bartman - wyjąkałam przy przym zaczęłam płakać. Michał mnie przytulił po czym delikatnie pocałował w głowę.

* 3 miesiące później *

Po całym tym wydarzeniu wyjechałam ze Spały, nie mogłam tam dłużej zostać. Za dużo rzeczy przypominało mi ból i smutek. Powoli dochodziłam do siebie. Mieszkałam w swoim mieszkaniu w Bełchatowie razem z Sylwią. A ona? Hm... no cóż. Bartek się nie dowiedział, jest pewny, że to on jest ojcem jej dziecka. Winiarski zmienił barwy klubowe i od przyszłego sezonu będzie grał w Rzeszowie a razem z nim Bąkiewicz. 
Jak się nam układa? W naszych relacjach nic się nie zmieniło. Michał nie naciska na mnie w sprawach naszego związku. Bardzo mi pomógł zwłaszcza przez pierwsze dni i tygodnie od czasu tego felernego dnia gwałtu. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Czasami wydaje się, że to on jest tym psychologiem, nie ja. Nie mieszkamy razem, to była moja decyzja, chociaż wielokrotnie mi to proponował.

Jest sierpień. Siedzimy sobie w mieszkaniu Michała. Rozmawiamy, nawet śmiejemy się. W tedy stwierdziłam, że muszę mu coś bardzo ważnego powiedzieć.
- Michał....
- Tak? - spojrzał na mnie
- Pamiętasz, jak się poznaliśmy? - przytakiwał - jak dużo czasu ze sobą spędzaliśmy i spędzamy - gubiłam się w swojej wypowiedzi - bo widzisz, jesteś dla mnie ważnym człowiekiem. Zrozumiałam to dopiero teraz, po tych wszystkich przejściach. Byłeś zawsze przy mnie, czułam się bezpiecznie... - przerwał mi
- Iwonko, do rzeczy. - uśmiechnął się.
- Kiedyś powiedziałeś, że na mnie zaczekasz. Teraz jestem pewna mojego uczucia do Ciebie. - spojrzałam na jego minę, była poważna - ale jeśli Ty już... ja zrozumiem. - spuściłam wzrok.
Podniósł w górę moją głowę i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kocham Cię głuptasie! - uśmiechnął się i pocałował w czoło - czekałem długo, myślałem, że już się rozmyśliłaś. Chcę spędzić z Tobą resztę swojego życia! Za tydzień ruszamy na Mistrzostwa Europy. Ty i Justyna lecicie z nami. Ale co będzie, gdy wrócimy? - spytał
- Będziemy razem? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Bardzo bym chciał, abyś zamieszkała ze mną w Rzeszowie. Wiem, że masz jeszcze studia, jesteś młoda, chcesz się rozwijać, ale... - przerwałam mu.
- Tak, zamieszkam z Tobą. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie!! - pocałowałam go namiętnie.
- A czy... czy zostaniesz moją żoną? - wyciągnął z bocznej kieszeni spodni małe, czerwone opakowanie a w nim złoty pierścionek. Nie zastanawiałam się dlugo
- Tak, tak, tak!!! - zaczęłam skakać z radości! 
- Ciszej Kochanie, bo obudzisz Bartka - śmiał się.
W jednej chwili moja radość przepadła, śmiech zamienił się w cichy szloch. 
- Hej Skarbie, co jest? - zapytał mój przyszły mąż.
- Bo widzisz, muszę to komuś powiedzieć, bo nie wytrzymam. - zaczęłam. - Sylwia jest w ciąży.
- No to wiem. - przyznał mi rację.
- Z tym, że to... nie jest dziecko Bartka. - dokończyłam.
- COOO??!!! - w drzwiach oparty stał Bartek
- Bartek, posłuchaj mnie przez chwilę. - próbowałam załagodzić sytuację. 
- Czy Ty wiesz co mówisz? - zezłościł się - jak długo do jasnej cholery chcieliście mnie jeszcze oszukiwać? 
- Ale to nie tak... - próbowałam jakoś to wyjaśnić
- Mam was wszystkich dosyć! Nie chcę was widzieć! - ubrał bluzę, wybiegł z mieszkania trzaskając drzwiami.
Jak się wali to wszystko na raz. Wiedziałam, że moje słowa zabolały Bartka. Martwiłam się o Sylwię.


***

 Bartek długo kręcił się pod blokiem. Targały nim uczucia, nie wiedział co ma zrobić. Kochał ją, ale nie mógł wybaczyć jej zdrady i kłamstwa. W końcu zebrał się na odwagę, zapukał do drzwi. Otworzyła mu z wielkim uśmiechem na twarzy, w koszulce, która już uwidaczniała jej brzuszek. Przekroczył próg z zadowolonym uśmiechem. 
- Cieszę się, że przyszedłeś. - chciała go pocałować lecz gwałtownie odchylił głowę. - Co jest? - zapytała.
- Nic - odparł - jak dasz mu na imię? - po chwili ciszy zadał pytanie.
- Chyba raczej jak damy - uśmiech nie schodził z jej twarzy - myślałam o tym, że jeżeli będzie to chłopczyk to będzie to imię po tatusiu czyli Bartosz, a jeśli córka... - przerwał jej.
-  Nie kłam!! Cały czas to robiłaś, ale wiesz co? Wydało się!! ZDRADZIŁAŚ MNIE!! Nie chcę Cie znać! A ja Cie tak kochałem... jak mogłaś mi to zrobić?! No jak?!  - sam sobie zadawał pytania.
Uśmiech z twarzy Sylwii momentalnie zniknął. Pojawiła się pierwsza łza. Poczuła ból w okolicy podbrzusza. 
- Bartek, ja Ci wszystko wyjaśnię. - mówiła trzymając się za brzuch.
- Ale tu nie ma co wyjaśniać! - wpadł w furię- jesteś zwykłą dziwką! puszczasz się na prawo i lewo!!
- Bartuś, to nie jest tak! - próbowała dotrzeć do niego Sylwia. 
- Weź przestań, daruj sobie! To jest już koniec. Bądź szczęśliwa! - wychodząc trzasnął drzwiami.
Uszły z niego emocje. Oparł się o drzwi i zaczął płakać. 
W tym samym czasie Sylwia nie wiedziała co się dzieje.  Co się dzieje z nią i jej dzieckiem. Ból brzucha się nasilał. Chciała podejść do stołu by zadzwonić do siostry, w połowie drogi zemdlała.

* u Iwony i Michała * 

 - Co ja najlepszego zrobiłam?! - łzy same spływały mi po policzkach - nie mogłam do tego dopuścić - spojrzałam na rozwścieczony wzrok Michała.
- Jak długo chciałyście to ukrywać, jak?! - zaczął na mnie krzyczeć.
- Myślałam, że tak będzie lepiej, dla niej i dla niego... -tłumaczyłam.
- Lepiej? Jak lepiej? Wychowywałby nie swoje dziecko! A co by było, gdyby to wszystko wydało się zdecydowanie później? - nie przestawał krzyczeć
- Ale nie krzycz na mnie! - mówiłam przez łzy
- Ok, przepraszam - przytulił mnie - wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli tam pojedziemy - przytaknęłam na jego propozycję.
Jadąc milczeliśmy. Po chwili Michał przerwał ciszę.
- Kto jest w ojcem? - spojrzał mi w oczy
- Mój najlepszy przyjaciel - powiedziałam odwracając głowę w stronę szyby
Michał przymknął oczy. Miałam wrażenie, że toczy wewnętrzną walkę. Nie chciał mnie ranić, więc swoje uwagi zachował dla siebie. Wysiadając z samochodu zauważyliśmy siedzącego na ławce Bartka, który zakrywał twarz dłońmi. Stanęliśmy nad nim, podniósł wzrok. Spojrzał to na mnie, to na Michała. Miał czerwone, podkrążone oczy. Wiedziałam, że cierpiał.
- Przepraszam... - powiedziałam i ruszyłam w stronę mieszkania Sylwii. Szłam szybkim krokiem, nie zwracałam uwagi na to, co mówi biegnący za mną Michał. 
- Sylwia! Sylwia! - wołałam dość głośno - Jezus Maria, Michał!!!! - krzyknęłam gdy zobaczyłam siostrę leżącą bezwładnie na podłodze.
- O cholera! Oddycha! - sprawdził jej puls - dzwonię na pogotowie, biegnij po Bartka!
- Ale... - spojrzałam na narzeczonego
- No już! Pogotowie? - zwrócił się do aparatu.
Pogotowie przyjechało po 3 minutach. Zrozpaczony Bartek siedział w kuchni przy stole. Płakał jak małe dziecko. Zrobiło mi się go żal. 
- Który z panów jest ojcem dziecka? - zapytał lekarz
- Ja jestem - podniósł się gwałtownie Bartek
- W takim razie zapraszam pana do karetki a z państwem spotkam się na miejscu. Jesteście rodziną tej pani? - zapytał doktor
- Ja jestem siostrą - ocierając łzę spojrzałam na lekarza
Wszystko działo się bardzo szybko. Szpital, płacz, ból, wielkie cierpienie. Wszystko się skumulowało, gdy wyszedł do nas lekarz. 
- Przykro mi, ale nie udało nam się uratować dziecka. - spuścił wzrok i odszedł.
Wybuchłam spontanicznym płaczem, wtuliłam się w Michała, tak mocno, ile miałam sił.
- Spójrz na Bartka - wyszeptał mi do ucha. Oderwałam się od Michała i ujrzałam Bartka, który stał w bezruchu a po policzkach wpływały mu łzy. Podeszłam do niego i przytuliłam go.
- To moja wina. - powiedział
- Nie, to nie jest Twoja wina. Wejdź do niej i pogadajcie. - dodałam mu otuchy. Bartek ruszył w kierunku sali, w której leżała Sylwia.

1 komentarz:

  1. Muszę przyznać że na początku śmieszne mi się wydawało opisywanie tego xD Ale wciągnęłam się i teraz czytam wszystko :)

    OdpowiedzUsuń