ROZDZIAŁ VIII
-Uważałam Cię za swojego przyjaciela - zaczęłam swój monolog, Michał spuścił wzrok... - nie przepuszczałam, że jesteś zdolny do tego, by zdradzić swoją rodzinę, Dagmarę. Podobno to kobieta Twojego życia!
- Iwona, posłuchaj... - wciął się.
- Nie Michał! To Ty posłuchaj! - przerwałam mu. - żeby z moją siostrą?? Jak do tego doszło? - zapytałam - albo nie... nie chcę wiedzieć. - dodałam.
Usiadłam. Moja złość zdawała się ustępować, choć wszystko w środku paliło się, chciało wybuchnąć. Trzymałam się. To, że Michał zdradził Dagmarę jest niewybaczalne! Co z niego za człowiek, że posunął się do czegoś takiego? Mój najlepszy przyjaciel ojcem dziecka mojej siostry. Musiałam mu to powiedzieć...
- Sylwia jest w ciąży - powiedziałam w miarę spokojnie.
- COOOO?!!!! - zerwał się z miejsca i doskoczył do mnie. - Ale jak to możliwe??!! - zaczął krzyczeć na cały ośrodek.
- Nie udawaj, że nie wiesz, skąd się biorą dzieci! - wrzasnęłam na niego - obiecaj mi, że nikt się nie dowie. - dodałam już spokojniej.
*chwila ciszy*
-Obiecaj do jasnej cholery!!! - krzyknęłam.
- Obiecuję. - westchnął i usiadł ponownie na krześle wzdłuż zielonego stołu.
- Wiesz... jestem w stanie wybaczyć Ci wszystko. Ale nie zdrady! Nigdy! - wyszłam trzaskając drzwiami.
***
Został sam. W jego głowie kłębiły się wszystkie myśli. Nie wiedział co będzie dalej. Co z nim, co z jego rodziną i co z Sylwią. Zadawał sobie pytania nie mające jakiejkolwiek odpowiedzi. Zdawał sobie sprawę, że skrzywdził najbliższą jego sercu osobę a także i Sylwie. Wiedział to już w tedy, gdy wylądowali w łóżku po wcześniejszym spożyciu dużej ilości alkoholu. Przecież z żoną byli tacy szczęśliwi, tacy zakochani w sobie! Michał budził się koło szczęścia każdego dnia, kładł się spać otulony szczęściem, kroczy przez życie będąc najszczęśliwszym facetem na ziemi. W życiu bym nie przypuszczała, że on może coś takiego zrobić! Ale stało się. Nic już nie zrobi. Ale czy nie zamęczy go sumienie? Przecież mógłby kochać to dziecko tak samo jak Oliwiera. Wiedział dokładnie o tym, że wybierając nieślubne dziecko, stracił by na zawsze to, o co tak długo walczył - rodzinę.
***
Szłam oświetlonym korytarzem. Siatkarze mijając mnie uśmiechali się. Nie miałam siły odwzajemniać im tego uśmiechu. Myślałam o czymś innym.... raczej o kimś innym. Bolało mnie to bardzo. Chciałam wrócić do domu, do Sylwii, podtrzymać ją na duchu. Potrzebowała mnie teraz bardziej niż kiedykolwiek. Potrzebowała mnie bardziej niż ci przeklęci siatkarze...
- Aaaaa! - nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w ciemny zaułek korytarza. - zostaw, proszę! - zdołałam wydukać.
- Witaj aniołeczku! Co słychać? - z udawaną delikatnością powiedział Bartman. Próbowałam wyrwać się z jego uścisku ale zbyt mocno jego dłonie powstrzymywały moje nadgarstki. Przyparł mnie do ściany.
- Czego chcesz? - starałam się być twarda.
- Jak to? Nie wiesz? Dokończymy to, co zaczęliśmy we Włoszech. - wyraz jego twarzy tym razem był okrutny i pewny siebie.
W pełni oświetlonym korytarzu było słychać rozmowy siatkarzy. Chciałam krzyknąć "pomocy" ale dłoń Bartmana przysłaniała mi usta. Usłyszałam głos dwóch Michałów.
- Nie widziałeś Iwony? - z wielkim zdenerwowaniem zapytał Winiarski.
- Nie, a stało się coś? - z przymrużeniem oka powiedział Bąku.
- Muszę z nią pogadać. Zadzwonię do niej. - powiedział. W tym samym momencie Bartman kazał mi wyłączyć telefon. Nie chciałam tego zrobić. Sam więc wyciągną telefon z kieszeni i go wyłączył.
- A to za nieposłuszeństwo! - dostałam od niego w twarz.
- Wyłączony! - zrezygnowany Winiar oznajmił
- Może poszła na spacer, albo gada z Justyną. Co się martwisz! -rzucił Bąku i ruszył w stronę swojego pokoju.
- Gdzie on jest?! - drzwi od pokoju otworzyły się i wypadł rozwścieczony Ruciak. - Bartman, do cholery! Telefony nosi się przy sobie! - zobaczył zdenerwowane oczy kolegów z drużyny.
- Jasna cholera! - krzyknął Bąku - nie ma go u siebie? - zadał głupkowate pytanie.
- A jak myślisz? - złapał się za głowę Ruciak. Winiar spojrzał na Bąkiewicza.
- Czy Ty myślisz o tym samym co ja? - rzekł do niego.
- Musimy ją znaleźć. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Nie daruję sobie tego, gdyby miało coś jej się stać. - mówił na jednym wydechu Bąku. - wszyscy, którzy wiedzą jaka jest sytuacja do pokoju 117! JUŻ!! - krzyknął i wszedł do pokoju obok.
***
Bartman ciągnął mnie długim korytarzem. Nie znałam tej części ośrodka. Czułam jak tracę orientację. Na drzwiach, które otworzył zamaszystym ruchem przeczytałam "składzik sportowy". W środku walało się mnóstwo materacy, piłek, porozrzucanych siatek, rowerów...
- No to się zabawimy! - powiedział z szerokim uśmiechem i pchnął mnie na pobliski materac. Nie mogłam panikować. Musiałam racjonalnie zaplanować każdą chwilę.
Zaczął się zbliżać do mnie. W tym momencie momentalnie wyprostowałam nogę i kopnęłam go w przyrodzenie.
- Ocipiałaś?? - zdenerwowany wykręcił mi rękę do tyłu.
- Ałaaa! To boli! - krzyknęłam. Łzy napłynęły mi do oczu. Nos bolał i teraz jeszcze ta ręka.
- Trzeba było szybciej o tym pomyśleć. - wziął skakankę i związał mi ręce po czym wziął za szczękę i przyssał się do moich ust. Próbowałam się wyrwać. - oj nie udawaj takiej niedostępnej! - rozerwał mi bluzkę.
- Proszę, zostaw mnie! Nikomu nic nie powiem.... - błagałam ale on był nieugięty.
Zaczął rozpinać rozporek. "Ale obleśny" - pomyślałam.
Potem wszystko samo jakoś się potoczyło.
- Zobaczmy, czego jeszcze się nauczyła ta dziewczyna przez te lata - powiedział.Spojrzał w moje oczy otoczone przyzywającym „kocim” makijażem. Widział w nich przerażenie, błaganie i bezsilność. To w połączeniu moim delikatnym ciałem, wijącym się przy nim, ocierającym się, pachnącym perfumami, dawało mu poczucie zwierzęcej dominacji. Napawał się moją bezsilnością, obserwując cały czas moje coraz bardziej zamglone oczy. Duża, ciepła dłoń dotknęła mojego uda. Pomimo żelaznego uścisku, drgnęłam. Ciepły dotyk przemieszczał się nieustępliwie do góry. Było w tym trwaniu jakieś wyczekiwanie, pokusa, bezwład. Sekundy wydawały się wiecznością.
Czułam jego energiczne i bolesne pchnięcia. Po udach spływała mi krew.
Miałam dość. Czułam do siebie obrzydzenie.
Gdy już było po wszystkim ubrał się i od niechcenia rzucił:
- No to pa kochanie... powtórzymy to jeszcze kiedyś.
Wyszedł, zostawiając mnie tam samą, zapłakaną, nagą i zakrwawioną...
* w tym samym czasie *
- Więc jaka jest sytuacja? - zaczął Winiarski - nie informowaliśmy nikogo więcej i niech tak pozostanie. Zaczniemy od razu poszukiwania. Ja z Bąkiem pójdziemy do lasu a później korytarz wokół hali. Mariusz z Justyną zrobicie I piętro, recepcję i poszukacie jej w pokojach, może u któregoś się zasiedziała. Daniel, Bartek i Kuba przeszukają dwa ostatnie piętra - kończąc ostatnie słowa wyszedł. Rozdzielili się na korytarzu.
* U Mariusza i Justyny *
- Zabiję go, jeżeli coś jej zrobił! - cichym głosem powiedziała do siebie Justyna.
- Hej, młoda! Nie łam się, będzie dobrze! - pocieszał ją Mariusz obejmując ramieniem.
Sprawdzili całe I piętro, od pokoju masażystów po siłownię i pokoje siatkarzy, zajrzeli także do pokoju 117. I nic. Stwierdzili, że pomogą reszcie.
* U Bąka i Winiara *
Szli alejką leśną zaglądając w każdy krzak i każde drzewo. Nic. Ani śladu. Jak kamień w wodę.
- Nie daruję sobie, jeśli coś jej się stanie! Nie daruję! A Bartmana zajebię!! Co z niego za facet?? - mówił Bąku.
- Nie kracz, proszę Cie! - zatrzymał się Winiar.
- Obiecałem, że nikt już jej nie skrzywdzi. - ciągnął Bąku.
- Będzie dobrze. - poklepał Winiar przyjaciela po ramieniu i ruszyli dalej.
* U Daniela, Bartka i Kuby *
- I co? Macie coś?! - krzyknął Daniel do reszty
- Nic! Jak jej nie było tak jej nie ma. - krzyknął Kuba z końca korytarza.
- To co, dzwonimy do Michała i mówimy jak jest. - kontynuował Daniel.
- W porządku. - wtrącił Bartek i poszedł dalej.
Daniel kończył rozmowę z Bąkiewiczem. Przytakiwał tylko z grzeczności w końcu dodał:
- Ok, to pójdziemy w stronę hali.
Poszli. W drodze wpadli na wychodzącego od doktora Bartmana.
- Ty skurwielu!! Gdzie ona jest???! - wyskoczył na niego Bartek
- Stary, gdzie z tymi łapami co? - odepchnął go od siebie - o kim mówisz? - udał zdziwienie.
- Gdzie jest Iwona?? - Daniel stanął przed Bartmanem uspokajając Kurka.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Ja wyjeżdżam. Macie mnie już z głowy. Z kontuzją nie ma sensu grać. To na razie. - odchodząc pomachał im.
***
Męska trójka idąc w stronę hali spotkała Justynę i Mariusza.
- I co? - spytał Kuba
- I nic? - odpowiedziała Justyna opierając się o ścianę.
- To robimy tak - wtrącił Mariusz - ja z młodą pójdziemy ma halę i zrobimy wszystkie składziki sportowe a wy przeszukajcie stołówkę.
- Ok, ale ja idę z wami - powiedział Daniel uśmiechając się do Justyny.
Szli w milczeniu. Od czasu do czasu spoglądali na siebie.
Mariusz otwierając drzwi jednego ze składzików stanął jak wryty...
- O Boże.... - wydusił z siebie.
- Co jest? - ciekawska Justyna próbowała dostać się do środka
Mario dał znać Danielowi, by jej nie wpuszczał, ale ona i tak dostała się do środka.
- NIEEE!! - krzyknęła i usunęła się na ziemię. Rozpłakała się. Zaczęło do niej docierać co się tutaj wydarzyło. Miała świadomość, że jej najlepsza przyjaciółka strasznie cierpiała.
dużo w tym emocji. jest super!
OdpowiedzUsuń