ROZDZIAŁ V
Dotarłyśmy na miejsce. Sam ten widok potęgował u mnie obawy, ale cóż, "raz się żyje" - pomyślałam wchodząc do budynku. Pani recepcjonistka była na tyle miła, że zaprowadziła nas do pokoju 117, gdzie miałyśmy urzędować. Był duży i wszechstronny z widokiem na... las. Właśnie las.
- Proszę, to lista siatkarzy, z którymi będziecie pracować. - podał nam kartkę wysoki, starszy mężczyzna. - a przepraszam,nie przedstawiłem się. Jestem Krzysiek Stelmach, drugi trener kadry. - powiedział gdy tylko spostrzegł nasze niezadowolone, lekko zdziwione miny.
- Witam. - podałam mu swoją dłoń, po mnie to samo uczyniła Justyna.
- O 19.00 mamy wieczorek zapoznawczy, w tedy poznają panie wszystkich naszych chłopaków. Ale do tego czasu prosiłbym by panie nie wychodziły z pokoju. Nasi siatkarze nie wiedzą, że będą pracować z kobietami. Tak jak panie prosiły, nazwiska zostały wam zmienione. - dodał i wyszedł.
- Dzięki! - krzyknęła Justyna po czym zaczęła przeglądać listę siatkarzy. - o shit! - krzyknęła. Zabrałam od niej kartkę i zaczęłam czytać nazwiska:
1. Nowakowski P.
2. Winiarski M.
3. Gruszka P.
4. Pliński D.
5. Zagumny P.
6. Kurek B.
7. Jarosz J.
8. Kłos K.
9. Bartman Z.
10. Wlazły M.
11. Kadziewicz Ł.
12. Łomacz G.
13. Ruciak M.
14. Możdżonek M.
15. Gacek P.
16. Ignaczak K.
17. Bąkiewicz M.
- No co? Nazwiska jak nazwiska. - odburknęłam oddając jej kartkę.
- Spójrz pod numer 9 - dodała z wielką obawą.
- O KURWA!! on tu jest! - wykrzyknęłam i opadłam na łóżko - on tu jest... - dodałam i zaczęłam płakać.
"Iwona, weź się w garść! Jesteś silną dziewczyną! Jakiś buc nie może tego w Tobie zmienić!" - sama sobie dodawałam odwagi.
Ubrałam dres reprezentacji, wzięłam w rękę moje ulubione perfumy, rozpyliłam je wokół siebie i uznałam, że jestem gotowa.
- Wow, ale się wystroiłaś! - oniemiałam na widok Justyny.
- No co? Trzeba się pokazać z dobrej strony. - odpowiedziała z obojętnością. - za to Ty wyglądasz... jak oni! - popatrzyła na mnie i z niezadowoleniem pokręciła głową.
- No co? Trzeba się pokazać z dobrej strony. - wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Dasz radę? On tam będzie. - z poważną miną mówiła Justyna.
- Będzie on... i będzie 15 innych. Dam radę, muszę. Już się z tego nie wykręcę. - przytuliłam przyjaciółkę i zeszłyśmy na dół. Czułam się bezpiecznie, mino tego, że on tam był. Wiedziałam, że nic mi nie grozi bo... Michał też tam będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz