ROZDZIAŁ I
-Iwona wstawaj! – usłyszałam cichy głos mojej siostry nad uchem. Naciągnęłam jeszcze bardziej kołdrę na głowę zupełnie nie przejmując się Sylwią.
-Iwona!! Do jasnej cholery wstawaj! – warknęła
-Ej no! Co jest? Pali się? – zapytałam wychylając swoją głowę spod kołdry – nie da się ciszej?
-Tak! Pali się! Za pół godziny masz kolokwium! Trzeba było tak wczoraj imprezować? – Sylwia kończyła wywód a ja w mgnieniu oka ubrałam swoją czarną, prostą sukienkę, umyłam zęby i wzięłam łyk świeżo zaparzonej kawy.
-Tak, trzeba było imprezować. Co ci w ogóle do tego? Zajmij się tą twoją pieprzoną siatkówką i daj mi święty spokój! Czemu mnie nie obudziłaś wcześniej? – mówiłam ubierając kozaki jednocześnie poprawiając fryzurę, która była w kompletnym nieładzie.
-Myślisz, że nie próbowałam? O której wróciłaś? – zaczęła wypytywać Sylwia.
-Gdzie są moje notatki? Gdzie moja torebka? – przekopywałam pokój w poszukiwaniu potrzebnych mi rzeczy olewając co mówi do mnie siostra.
-Halo! Tu ziemia! – przewracając oczami Sylwia oparła się o drzwi.
-Też cię kocham. Pogadamy jak wrócę! – cmoknęłam ją w policzek i wybiegłam z mieszkania.
-Ta jasne… tak jak zawsze. – lekko poirytowana Sylwia wzięła się za swoje śniadanie.
*
-Biegłam co sił w nogach na uczelnie. Miałam przeczucie, że się spóźnię. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało! Zawsze byłam punktualnie. „Iwona, co się z tobą dzieje?” – pomyślałam i weszłam do sali.
-Siwa? – usłyszałam okrzyk dobiegający zza moich pleców.
-Justyś! To ty! I jak tam? Zdałaś? – ucieszyłam się na widok przyjaciółki.
- Tak! Nie uwierzysz, dostałam 5! – uściskała mnie mocno. W jej oczach widziałam tyle szczęścia i jednocześnie satysfakcji.
- „Iwona Adamska!” - rozległ się głos zza drzwi.
- Moja kolej. No to idę! Trzymaj za mnie kciuki! – powiedziałam i stanowczym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi.
*
Z Sali wybiegłam wściekła. Wszystkich po kolei mroziłam swoim spojrzeniem.
- Ej, Iwa, co jest? – zapytała zatroskana Justyna.
- Oblałam! Do kurwy nędzy oblałam… Sylwia mnie powiesi – ze łzami w oczach próbowałam wydusić z siebie kolejne słowa. – zostaw mnie teraz samą! – zabrałam notatki i czym prędzej wybiegłam z tej uczelni. „Niech ten dzień już się skończy! Gorzej już być nie może! Jak ja to wszystko wytłumaczę Sylwi? „ – starałam się opanować, uspokoić. Jednak i to nie za dobrze mi wychodziło. Szłam ulicą, nie zważałam dokąd idę, nie interesowało mnie życie wkoło. Łzy nieubłagalnie spływały mi po policzkach. Nie widziałam nic ani nikogo. Rozmyślałam. Nagle z moich zamyśleń coś mnie wyrwało…
-Hej gościu! – zaczęłam krzyczeć – uważaj! To, że jesteś taki wielki nie znaczy, że możesz sobie włazić bezczelnie w innych, dużo niższych od siebie ludzi i rozsypywać ich notatki! – na jednych wdechu wykrzyczałam do dwumetrowego dryblasa, który tak stał i przenikliwie patrzył się swoimi niebieskimi oczami na wyprowadzoną z równowagi dziewczynę zbierającą swoje notatki z chodnika.
- Phe.. przepraszam – wydusił z siebie wysoki nieznajomy po czym zaczął składać sterty papierów na jedną kupkę. – O, studiujesz psychologię! Fajny kierunek. – próbował załagodzić sytuację.
-Raczej studiowałam. Właśnie oblałam kolokwium i pewnie nie mam już czego tam szukać. – ze złością tłumaczyłam niebieskookiemu o mojej beznadziejnej sytuacji zabierając od niego moje notatki.
-Poprawisz się, co się martwisz! – uśmiechnął się. A uśmiech miał rozbrajający i te jego głębokie spojrzenie, te jego oczy… - Bartek jestem. – powiedział podając mi rękę.
-Iwona – podałam mu swoją, uścisnął ją delikatnie a uśmiech nie schodził z jego ust. – Milo mi cię poznać, ale wiesz, muszę już uciekać. Dzięki za pomoc i na przyszłość uważaj na kogo wpadasz.
-Dzięki, będę pamiętał – rzucił krótko a ja odeszłam. – Hej, zaczekaj! – krzyknął – zgubiłaś portfel! – ale tego już nie usłyszałam, złapałam taksówkę i ruszyłam do domu.
*
„Gdzie jest ten cholerny portfel?” – burzliwie przeszukiwałam torebkę po czym otwartą dłonią plasnęłam się w czoło – „no super, pewnie mi wypadł jak zbierałam swoje notatki.” Zanim zdążyłam pomyśleć jak do tego doszło usłyszałam głos taksówkarza.
-30 złotych się należy – poinformował mnie taksówkarz.
-Proszę zaczekać, zaraz wrócę z pieniędzmi. Zgubiłam portfel… wezmę od siostry – ze słodkim uśmiechem idiotki mówiłam do kierowcy , ale ten nie był wzruszony moją prośbą. Nagle usłyszałam głos młodego mężczyzny, który ni stąd ni z owąd wyciągnął portfel i zapłacił taksówkarzowi za kurs. „Anioł Stróż od siedmiu boleści” – pomyślałam. Gdy wysiadałam z taksówki zauważyłam znajomą twarz mężczyzny. Gdy podeszłam bliżej zorientowałam się że to… Bartek!
-To znowu ty? Śledzisz mnie? – zapytałam spokojnie.
-Ależ nie ma za co, to żaden problem. – z rozbrajającym uśmiechem wypowiadał każde słowo.
-Tak, dziękuję. Teraz lepiej? – zapytałam lekko się uśmiechając – Tak w sumie to jestem winna ci kawę.
-Tak w sumie to tak. To może zaprosisz mnie do środka….? – zapytał trzepocząc przy tym rzęsami jak dziecko, które coś nabroiło.
Weszliśmy do środka, Sylwi nie było w domu. W kuchni na stole leżała tylko kartka:
„Jestem na treningu. Wrócę późnym wieczorem.
O 18 gram mecz, jakbyś miała ochotę to przyjdź.
Siostra.”
Zrobiłam kawę. Usiedliśmy przy stole w kuchni. Spoglądając przez okno nagle odpłynęłam gdzieś myślami. Z tego błogiego stanu obudził mnie Bartek.
-Może coś o sobie powiesz? To że studiujesz psychologię to już wiem. – zapytał jak na siebie bardzo poważnie.
-Będę ją nadal studiować gdy zaliczę to przeklęte kolokwium. A poza tym to 2 lata temu przeprowadziłam się z Bydgoszczy do Bełchatowa, mieszkałam także troszkę we Włoszech a teraz mieszkam tu z siostrą, która sobie mnie olewa. Ale mniejsza z tym, teraz twoja kolej mój drogi – powiedziałam zamaczając swoje usta w filiżance kawy.
-Ja też niedawno przeprowadziłem się do Bełchatowa z Nysy, no a teraz to grywam sobie w siatkę. – mówił wszystko na jednym wdechu. Gdy wypowiedział kwestię, że gra w siatkówkę o mały włos nie zakrztusiłam się kawą!
-Jak to… jak to jesteś siatkarzem? – byłam zaskoczona. A niech to, kolejny siatkarz w moim życiu. Do jasnej cholery, mam dość tej dyscypliny! Wyprowadzę się stąd szybciej niż się wprowadziłam.
-Jestem Bartek Kurek, gram w Skrze Bełchatów – opowiadał z wielką dumą.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, zatkało mnie. Ale dobra, jakoś trzeba przerwać tą niezręczną ciszę. Wstając od stołu popchnęłam filiżankę kawy, która wylądowała na spodniach Bartka. „Nie no super! Ten dzień nigdy się nie skończy!” – pomyślałam.
-Jekju! Bartek! Przepraszam! Nie chciałam…! – z przerażeniem w oczach wycierałam mu spodnie.
-Iwona, nic się nie stało. Wystarczy pralka i odrobina proszku. Spierze się. – jego słowa wypowiadane były z takim opanowaniem i spokojem jakby naprawdę nic się nie stało. Chciałam się zapaść pod ziemię. – A zapomniałbym! Proszę. – podał mi czerwony, skórzany portfel . Tak się ucieszyłam, że na moment zapomniałam o Bartku i jego mokrych spodniach, które właśnie ściągał. Przeraziłam się. Gdy zobaczył moją minę zaczął się śmiać.
-Ha ha! Spokojnie, obiecałaś, że je rzucisz do pralki. Gdyby nie ten portfel to bym tutaj nie trafił…
-Tak, jasne. Jeszcze raz dzięki- wzięłam od niego spodnie po czym udałam się do łazienki.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. „Bartek na pewno nie wychodził, tak bez spodni?” – pomyślałam.
-Iwona, jestem już! – dotarł do mnie głos Sylwi.
-Bartek?!
-Sylwia?! Co ty tutaj robisz? - Sylwia zaczęła się śmiać gdy zobaczyła go bez spodni.
-To wy się znacie? – zaskoczona wyszłam z łazienki.
-Tak, jasne! To jest mój kumpel z klubu. – podeszła do mnie i ucałowała mnie w policzek.
-Co ci się stało w rękę? - nagle zobaczyłam jej obandażowany nadgarstek. Przestraszyłam się. -Przecież masz dzisiaj mecz!
-Tak i zasiądę na trybunach, mam kontuzję i przecież nie będę grać. Widzisz Bartuś, to jest moja siostra. Jak zawsze nadopiekuńcza.
-Siostra? Do jasnej cholery co tu jest grane? Nic nie rozumiem… - podniósł się energicznie z krzesła ale gdy zorientował się, że patrzymy na jego bokserki w mgnieniu oka usiadł z powrotem.
-Pani Iwona Adamska jest moją siostrą, cioteczną siostrą – wyjaśniła Bartkowi Sylwia. Później już śmialiśmy się z tego, jak doszło do mojego spotkania z Bartkiem, zalanych spodni i… oblanego egzaminu.
-Co? Jak to nie zaliczyłaś kolokwium?? – zdenerwowana i przerażona Sylwia podniosła się z krzesła. – Nie no super, ale cię dopilnowałam! Koniec z imprezami! – wykrzyczała.
-Co? Nie jesteś moją matką byś mogła dawać mi zakazy, poza tym jestem dorosła! Nie masz prawda dawać mi jakichkolwiek szlabanów! Nie zdałam ale przecież mogę to poprawić! – zaczęłam krzyczec na siostrę.
-Wiecie co… może ja już sobie pójdę. – wtrącił się Bartek.
-Zamknij się! –krzyknęłyśmy jednocześnie. Bartek z przerażeniem usiadł na swoim miejscu i zakrył twarz w dłoniach. Nasza kłótnia trwała dość długo. Jak zawsze na koniec padło słowo „przepraszam” i wszystko było w najlepszym porządku.
-To co, mogę już iść? –zapytał zdezorientowany Bartek, a my jak to my, wybuchnęłyśmy śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz